wtorek, 21 marca 2017

Gulasz z soczewicy :)

Mięso to wciąż składnik stanowiący podstawę kuchni polskiej. Być może tendencja zaczyna być lekko spadkowa, jednak wciąż badania pokazują, że jemy za dużo mięsa. Statystyczny polak zjada rocznie ok 38 kilogramów wieprzowiny i około 25 kg drobiu, spożycie wołowiny to zaledwie 2 kg. Nie powinna taka tendencja dziwić - wołowina jest mięsem najdroższym, wymaga wiedzy jak ją przygotować. Jednak spośród tej trójki jest najzdrowsza - zawiera najmniej tłuszczu i sporo żelaza (100 g czerwonego mięsa zawiera tyle przyswajalnego żelaza co 25 kg szpinaku). Sięgamy po nią zdecydowanie za rzadko.

Nasza dieta powinna być dietą zróżnicowaną, jednak uważam, że powinniśmy dążyć do tego by ilość mięsa jednak ograniczać, na rzecz wyboru tego o lepszej jakości.

W moje rodzinie mięso jada się codziennie. Obiad bezmięsny należy do rzadkości. Jednak w swoim domu mięso przygotowuję maxymalnie 2 - 3 razy w tygodniu. Nie jestem zwolenniczką jego całkowitej eliminacji. Głównie wykorzystujemy mięso wołowe, czasami wieprzowe, rzadko kurczaka. Coraz częściej na stole gości kacze udko.

Dania bezmięsne mogą być naprawdę smaczne i dostarczać wszystkich niezbędnych składników odżywczych. Zapraszam po przepis na pyszne danie z soczewicą.



środa, 15 marca 2017

Że ja nie wrócę?

Przychodzi taki moment w życiu, kiedy wstajesz i wiesz, że to będzie Twój dzień. Dzień decyzji - bardziej lub mniej przemyślanych, dzień wyborów, dzień zmian. WIELKICH ZMIAN. Już wczoraj czułam, że coś się będzie działo. Po zjedzeniu piętra ptasiego mleczka, śmietankowego, co go dostałam w prezencie urodzinowym zaczęło odzywać się moje wewnętrzne JA - superego w sensie. I zaczęło mnie umoralniać, że no pięknie się odżywiam. Że dieta fantastyczna, że dobre nawyki żywieniowe o których tak opowiadam to świetnie, że w moim życiu tak sprawnie funkcjonują. Że hipokrytka, że w ogóle co ja robię, co ja sobie myślałam jedząc te pyszne śmietankowe ptasie mleczko w kuchni na prędko, chowając się przed moim synem, który krzyczał mam am. No pięknie. I dzisiaj rano wstałam, przed wschodem słońca, była 6.00. Wypiłam jak zawsze w łóżku napój życia i ciężka rozkminka o życiu. Zostało drugie piętro ptasiego mleczka. Prawdopodobnie je zjem. Jak nie teraz, to wieczorem, co jest jeszcze gorsze, bo na wieczór zalewają mój umysł wyrzuty sumienia, że tak wieczorem? To już w ogole NIEODPOWIEDZIALNIE! Więc gdy dziecko zasnęło, wzięłam jednego, później drugiego....weszłam na stronę bebio i kliknęłam KUP TERAZ. KUP TERAZ DIETĘ PSYCHODIETETYKU! I już czuję się z 10 kilogramów lżejsza - coś zrobiłam. KLIKNĘŁAM! Nawet przelew zrobiłam, wypełniłam formularz i podobno w piątek będzie. Huuuura. A do piątku? HULAJ DUSZA piekła nie ma. Do piątku oporowo. Odpoczywam. Zbieram siły.


wtorek, 10 stycznia 2017

Książka, którą powinna przeczytać każda ciężarna - Bridget Jones. Dziecko.

Czytając książkę, wracałam pamięcią do czasu gdy ja byłam kangurzycą. Dokładnie rok temu, byłam mniej więcej na półmetku. Gruba, z wielkim brzucholem z uśmiechem na ustach pytałam, czy chcesz dotknąć mojego brzucha ;D Uważałam na to co jadłam, na spotkaniu z przyjaciółkami w pizzeri zawsze zamawiałam pizzę salami, z której zdejmowałam salami i dopychałam się ciastem czekoladowym z gałką lodów - koniecznie waniliowych. Na kiwi wydawałam pół pensji i ciągle zapominałam o wszystkim. Na każdym USG rozpływałam się z zachwytu nad tym noskiem po mnie i nad tymi ustkami, również po mnie, nie zwracałam uwagi na grube łydy - zdecydowanie po tacie. Na nic nie mogłam się zdecydować, a gdy już podjęłam jakąś decyzję, to z reguły byłam niezadowolona. I niech nikt mi nie mówi, że ciąża i macierzyństwo nie zmieniają mózgu kobiety - zmieniają i są nawet badania, które potwierdzają tę tezę. Objętość swą zmniejsza istota szara - odpowiedzialna za procesy poznawcze, zmniejszeniu ulega również hipokamp - stąd nasze problemy z pamięcią. O wpływie hormonów na zachowanie kobiety nie ma co się rozwodzić - istnieje. I nie nie myśl, że to Cię nie dotyczy. To może tłumaczyć dlaczego tak trudno dogadać się czasami z ciężarną lub mamą.



piątek, 30 grudnia 2016

Czas podsumowań.

2016 powoli przechodzi do historii. Do Nowego Roku zostało około 36 godzin, 2160 minut, 129600 sekund. Zawsze w tym okresie przychodzi czas na refleksje - dotyczące tego co już minęło i snucie planów na to co dopiero ma nastąpić. Jak zawsze co roku - wiele z nas siądzie i spisze postanowienia noworoczne o których po trzech miesiącach zapomnimy. Lubimy wierzyć, że wraz z Nowym rokiem w naszym życiu wydarzą się rzeczy magiczne. Otóż 2016 był rokiem pełnym magii. Był najlepszym rokiem mojego życia. W ciemno mogę napisać, że był to rok udany, rok dobrze przeżyty, mimo tego całego bałaganu. Z powodów oczywistych - młodemu małżeństwu, które zaczyna życie na własną rękę, w wyremontowanej kawalerce, rodzi się dziecko. I to powinno wystarczyć. Bo dziecko to cud, to dar, a bycie matką jest błogosławieństwem, przywilejem, nagrodą.

Przyszło mi odnaleźć się w nowej roli - żony i matki, jak wypadłam? Myślę, że całkiem nieźle. Mąż nadal mieszka ze mną pod jednym dachem, a syn w wieku 7 miesięcy raczkuje po naszych salonach z uśmiechem na ustach. Jak ja się w tym czuję? Cierpię na chroniczny brak snu, przewlekłe zmęczenie, nadwagę, abulię, prokrastynację, ale jestem szczęśliwa. Paradoks.

Żeby nie było za słodko trzeba pamiętać też o tym całym stresie, nerwach, uzależnieniach, depresjach, pretensjach, dramatach, scenach, płaczach, szlochach. Mam takie życzenie, by w 2017 było tego mniej. By organizacja dnia na dobre weszła w krew, a leń wyniósł się na zawsze w mojego życia. By wyrzucić z głowy ciągłe zamartwianie się i przywiązywanie uwagi do rzeczy błahych, z których wyrastają największe życiowe dramaty. By w mojej głowie było więcej pozytywnego myślenia, w sercu jeszcze więcej miłości, a na twarzy więcej radości. By dąsy, pląsy i fochy były, bo bez nich byłoby tak nudno, ale tak trochę mniej. By było więcej czasu - dla nas dwojga, na książkę, na serial, na film - wierzę, że to możliwe, bo podobno im dziecko starsze tym bardziej niezależne :D

Sama nadal uczę się życia i przyszło mi uczyć również Jana, który dosłownie dopiero w życie wchodzi raczkując.Serio to ciężkie zadanie, chyba najcięższe z jakim przyszło mi się zmierzyć. Jeśli myślisz, że poród to najcięższe doświadczenie życiowe, to muszę Cię rozczarować. W życiu spotka Cię jeszcze masa przykrych momentów.  Wiem co chciałabym mojemu synowi przekazać, wiem jakie wartości w nim zaszczepić. Chciałabym by nadchodzący rok był nadal tak pomyślny dla nas jako rodziny.

sobota, 19 listopada 2016

Co-Sleeping - czyli o współspaniu z dzieckiem.

Ile matek tyle pomysłów na wychowanie dziecka. Ja lubię stwierdzenie - jaki poziom samoświadomości rodzica, taki sposób wychowywania. Sposoby mogą być różne - mądre i głupie, zdrowe i niezdrowe, korzystne dla rozwoju i hamujące go, świadome i te wynikające z nieświadomości. Mogą być sposoby dążące za dzieckiem, za jego potrzebami oraz takie, które nie wymagają od rodzica porzucenia strefy komfortu. Mogą być dobre i złe - kropka. Życie dzieje się tu i teraz - prawda. Nasze działania, wybory których dokonujemy efekty przyniosą w przyszłości - bliższej lub dalszej - prawda.

Kontrowersyjnych tematów i sporów dotyczących macierzyństwa i całej jego otoczki jest mnóstwo. Dopóki nie zostałam matką, nie wiedziałam, że aż tyle. Karmienie piersią, mlekiem modyfikowanym, podawanie smoka, niepodawanie smoka, ale karmienie z butli, nie karmienie butlą, moment rozszerzania diety, sadzanie, noszenie, pielęgnowanie, za mało zabawek nie dobrze, za dużo zabawek też źle, podcieranie dupy....serio - temat rzeka. Generalnie przyjmuję zasadę, że głośno nie krytykuję czegoś, co robi dana mama.  Mogę się z tym zgadzać, albo nie. Nie jestem ekspertem od wychowywania dzieci, do perfekcyjnej matki i pani domu też mi daleko. Raczej próbuję delikatnie doradzić - mając wiedzę na jakiś temat- wskazać drogę do dalszych poszukiwań. Nie oceniam i również nie chcę być ocenianą - zasada prosta, ale jakże trudna do wcielenia w życie. Dopóki nie zostałam matką, nie wiedziałam, że można tyle rzeczy robić źle ;D I najgłupszy tekst jaki słyszę: "każda mama wie co jest dobre dla jej dziecka".

Nie wiem czy wiesz, ale złe jest spanie z dzieckiem. Nie wiedziałaś? Ja do pewnego momentu też nie. Wychowasz maminsynka - seriously!? ten tekst zaczyna już być nudny :D Wychowasz człowieka w zupełności zależnego od Ciebie - badania pokazują coś zupełnie innego. Psycholodzy twierdzą że dzieci sypiające we wczesnym dzieciństwie razem z rodzicami mają rozwinięte poczucie bezpieczeństwa, są bardziej samodzielne i silniejsze psychicznie od rówieśników pozbawionych równie czułej opieki dorosłych.  Później będzie ciężko odzwyczaić - tak jak od wszystkiego, od srania w pampersa, od ssania smoka, od ssania piersi, od picia z butli, od płakania w byle gówna.

Najgorsze jest stosowanie ocen, wyciąganie wniosków nie mając wystarczającej wiedzy. Ktoś, gdzieś zasłyszał i powiela mity, mitologia macierzyństwa - jest taka książka? Jak nie, to chyba zastanowię się nad stworzeniem takiej pozycji.



Czy śpię z moim synem? TAK. Dlaczego? Czytaj niżej.