piątek, 24 listopada 2017

Spaghetti łososiowe - sposób na rybkę.

- Kaaaaaaaaama co Ty zrobiłaś na ten obiad? Przecież to w ogóle do siebie nie pasuje! Skąd wzięłaś przepis na to? Pewnie sama to wymyśliłaś... - krzyczy mąż po pierwszym widelcu obiadu.

Pasuje czy nie pasuje - ważne, że najważniejszy członek rodziny wciągnął całą miskę i to do tego ryby, z którą ostatnią się nie lubimy.

Rybę zazwyczaj przygotowuję na dwa sposoby. Bez względu na rodzaj ryby piekę ją w piekarniku z cytryną i czosnkiem, albo smażę na patelni. Jak to powiedziała ostatnio moja przyjaciółka - typowy piątkowy obiad - ziemniory, ryba i kapucha. Robiłam pewne kombinację - a to bez tego, a to bez tamtego - za każdym razem Jan rybie mówił NIE. Podczas urlopu w Gdańsku Jan codziennie wciągał pokaźną porcję dorsza, zaczęłam więc częściej proponować dorsza - jednak efekt był taki sam. Pieczonej, suchej ryby Jan tknąć nie chciał.

Ryba w diecie dziecka jest niezmiernie ważna. Zaleca się jej włączenie do jadłospisu tuż po warzywach i owocach, czyli w okolicach 7-8 miesiąca i proponowanie jej dziecku 1-2 razy w tygodniu.  Ryby zawierają zdrowe nienasycone kwasy tłuszczowe niezbędne do prawidłowego wzrostu i rozwoju - zwłaszcza poznawczego. Mięso ryb morskich dostarcza również jod, który jest niezbędny do prawidłowego funkcjonowania tarczycy, oraz witaminę D - która jak wiadomo jest witaminą życia i wpływa m.in. na regulacje układu odpornościowego.

Zaleca się zwłaszcza spożywanie tłustych ryb morskich - łosoś, makrela atlantycka, chudych ryb morskich - dorsz, sola, mintaj, a z ryb słodkowodnych najlepszy będzie karp i pstrąg. Celowo nie wymieniam halibuta, który jest gatunkiem zagrożonym.
Nie zaleca się podawania dzieciom ryb drapieżnych - okoń, makrela królewska, rekin czy miecznik. Zrezygnujmy również z tuńczyka, wszystkich ryb puszkowanych (nie tylko ze względu na rtęć, ale również aluminium) marynowanych oraz ryb wędzonych (zarówno na ciepło jak i na zimno). W trakcie procesu wędzenia uwalniane są szkodliwe związki, ponadto taka ryba jest bardzo słona.

Któregoś dnia układając menu tygodniowe wpadłam na pomysł by rybę podać Janowi z tym, co uwielbia - sosem pomidorowym. Skoro uwielbia spaghetti to łososiowym też nie pogardzi. Pomyślałam sobie, że dorzucę jakieś warzywo, podam z makaronem i zobaczymy. Nie jestem za tym by zmuszać dziecko do jedzenia. Dziecko jak dorosły ma swoje gusta smakowe - jedne potrawy i produkty mu odpowiadają inne nie i należy to szanować, ale szukać też rozwiązania.

I to był strzał w dyszkę.

Spaghetti łososiowe

Składniki 

- 350 g łososia
- cukinia
- 2 marchewki
- średni por
- dwa ząbki czosnku
- passata pomidorowa
- makaron spaghetti
- przyprawy: słodka mielona papryka, bazylia, oregano
- olej rzepakowy

Przygotowanie

Łososia kroimy w kostkę. Czosnek wyciskamy przez praskę, albo drobno siekamy. Kroimy warzywa. Gotujemy makaron zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Na oleju przesmażamy łososia - ok. 3-4 minut (jeśli chcesz uniknąć smażenia możesz go wcześniej upiec w piekarniku - 180 stopni ok. 20-25 minut) razem z czosnkiem. Dodajemy pokrojone warzywa, zalewamy sosem pomidorowym, dodajemy przyprawy i gotujemy na bardzo wolnym ogniu do momentu, aż marchewka będzie miękka. Opcjonalnie możemy posypać łososiowe spaghetii serem grana padano.




A jak Wy serwujecie rybę swoim

poniedziałek, 30 października 2017

Kryzys osiemnastego miesiąca.


KTOŚ NAM PODMIENIŁ DZIECKO
 
"Rafał, ktoś podmienił nam dziecko" - powiedziałam do męża, po całym dniu w domu z Janem. Za oknem pogoda apokaliptyczna, dlatego na wszelkie możliwe sposoby próbuję organizować czas w domu. A to piasek kinetyczny ( dzięki Madzia), a to klocki, a to puzzle - kołowate i podłużne, drewniane i papierowe - cuda wianki - co tylko możliwe. Generalnie i tak wszystko jest na nie (poza przeglądaniem książek). NIE to podstawowe słowo w Jaśkowym słowniku. NIE znaczy NIE, ale NIE znaczy czasami też TAK, albo ZASTANOWIĘ SIĘ. Ulubionym zajęciem syna, które każdego po kolei doprowadza do szału jest wylewanie wody - z butelki, z bidonu, z wanny - przy nadarzającej się okazji - gdy czujne oko rodzica zezuje na codzienne obowiązki. Myślę sobie - taki wiek, taki już jest, należy przeczekać, być przewodnikiem dziecka - nie radzi sobie z emocjami, więc je nazywamy, uczymy się rozpoznawania różnych stanów emocjonalnych przy pomocy książeczek edukacyjnych, on po prosto potrzebuje uwagi. 


Ale zapomniałam o jednej ważnej rzeczy - w czwartym i osiemnastym miesiącu życia dziecka następują dwie najtrudniejsze regresje snu w życiu malucha. Są to okresy olbrzymich skoków rozwojowych - dziecko nabywa wiele nowych umiejętności  - werbalnych, motorycznych, odkrywanie świata jest niezwykle ciekawe- szkoda czasu na sen, przy czym jednocześnie maluch jest zmęczony. A zmęczone dziecko to marudne, nerwowe, krzykliwe, zbuntowane dziecko. Inne klasyczne objawy, które mogą pojawić się w tym okresie to zmiany apetytu, ogólne rozdrażnienie, nerwowość, olbrzymia potrzeba bycia przy mamie, potrzeba kontaktu, dotyku - jest to okres kolejnego etapu lęku separacyjnego. Należy podkreślić, że jest to naturalny etap w rozwoju dziecka. Warto pamiętać również o tym, że każde dziecko może reagować inaczej na okresy skoków rozwojowych - jedni rodzice zauważą zmianę w zachowaniu, inni takiej zmiany nie zaobserwują. Zmiana w zachowaniu wynika również z tego, że nasze dziecko próbuje być bardziej samodzielne, stawiać na swoim, następuje intensywny rozwój autonomii i niezależności. Dziecko przeżywa złość - bardzo intensywnie, nie jest w stanie tłumić czy kontrolować swoich emocji. Nie rozumie, że gryzienie, bicie, szczypanie - które pozwalają mu rozładować napięcie - sprawiają komuś ból. To nie ten etap rozwoju poznawczego, choć zaczyna pojawiać się empatia.


JAŚKOWE WONDER WEEKS
 
Mogę śmiało powiedzieć, że idziemy kalendarzem skoków rozwojowych - często powtarzałam, że mam wrażenie, że po urodzeniu Jana przeżywamy jeden, ciągły, wielki skok, jednak to co działo się w okresie 15-16 miesiąca i teraz, to jest jest dopiero wyzwanie dla rodzica i trenowanie jego cierpliwości. 

Nie przesadzę, gdy napiszę, że jest to straszny okres - do pobudek nocnych (a przesypialiśmy już całe noce) dochodzi silna potrzeba spania w nocy na mnie, przy mnie - gdy tylko Jan czuje, że się oddalam wybudza się. Podobnie jest w ciągu dnia - ostatnią godzinę drzemki śpimy razem, co wprowadza w nasze życie olbrzymi chaos i konieczność przeorganizowania codzienności. Jednak odpowiadam na potrzeby mojego dziecka, rezygnując przy tym z innych aktywności. Gdy utwierdziłam się w przekonaniu, że postępuje słusznie, jest mi łatwiej - patrzeć na stertę prania czy brudną podłogę w kuchni. Zdarzają się takie noce, że Jan wybudzi się niespodziewanie, ma problem z zaśnięciem, energicznie i donośnie protestuje na próby zmiany pieluchy, siedzi i dotyka mnie po głowie, podszczypuje, podgryzuje, zanosi się śmiechem, ale spanie mu nie w głowie.Noszę, tulę, proszę, rzucam zaklęcia - czasami działa, czasami dzień zaczynamy w nocy. W ciągu dnia nie jestem w stanie położyć go na drzemkę o stałej porze - wszystko uległo rozregulowaniu - dzisiaj np. Jan zasnął w moich ramionach w trakcie przeglądania książeczki. Ciężko jest zaplanować jakąkolwiek aktywność, bo wszystko podporządkowane jest pod nieznaną nikomu godzinę drzemki. I choć widzimy po synu, że jest zmęczony, to każde pytanie czy idziemy spać, czy też próby uśpienia kończą się krzykiem i ucieczką. Zauważyłam również zmiany w apetycie - Jan stał się bardziej wybredny - gdy nie pasuje mu obiad, to go po prostu nie zje, ewentualnie przemaszeruje z talerzem do kuchni i jego zawartość umieści w koszu. Zjada to co lubi, nie ma sensu teraz wprowadzać nowości, bo neofobia się nasiliła. Obecnie nasza dieta nie jest zbytnio zróżnicowana, ale cieszy mnie, że cokolwiek zjada - często na tym etapie dzieci odmawiają w ogóle jedzenia. Gdy spędzamy dni w większym gronie rodzinnym sytuacja wygląda podobnie - na wszelkie próby opieki przez innych członków rodziny Jan reaguje spazmami, wrzaskami - MAMA, MAMA płaczem i rzucaniem się po podłodze. Jest to trudna sytuacja dla rodzica - bo sami wiecie, co osoby z boku sobie myślą - ale nie grzeczny ( nie znoszę gdy ktoś używa tego zwrotu w stosunku do mojego dziecka - bo np. nie chce dać cioci buzi - o jakiej niegrzeczności tu mówimy? albo strofuje moje dziecko jak ma się zachowywać i na co, czy na kogo uważać - rodzic jest od tego by zapewnić bezpieczeństwo dziecku i dzieciom w jego otoczeniu - hamowanie naturalnych, dziecięcych odruchów to negatywne ingerowanie w rozwój dziecka i od dzisiaj stawiam sprawę bardzo jasno). 

Mamy też znacznie więcej całowania, dotykania, przytulania, siadania na kolanach, obcowania z człowiekiem, a nie z zabawkami. W zasadzie zabawki służą jedynie do robienia bałaganu - poza klockami DUPLO - ulubiona zabawa polega na kategoryzacji - w jednej grupie ludziki, w drugiej zwierzątka, w trzeciej - wszystko inne. Jan  intensywnie skupia się też nad książkami, w których umieszczone są obrazki do wyszukiwania. Z wielką chęcią wyszukuje poszczególne przedmioty, uczy się nazw zwierząt i próbuje powtarzać po mnie słowa - na razie nieśmiało i mało wyraźnie. Jednak gdy kończy się ten trudny skok rozwojowy - dzieci zaczynają same z siebie powtarzać po rodzicach słowa - następuje znaczny progres mowy - nie mogę się już doczekać - z obliczeń wynika, że na Boże Narodzenie będziemy mieć w domu małą gadułke :) Gdy już minie ten ciężki okres napiszę o nowych osiągnięciach rozwojowych Janka :)



JAK PRZETRWAĆ?

Doświadczanie przez matkę takiej ambiwalencji zachowań dziecka sprawia, że ma prawo czuć się ona przeciążona, wyczerpana, rozdrażniona, rozgniewana - ważne jest, by uświadomić sobie swoje odczucia względem zachowania dziecka i zrozumieć, że naszemu dziecku też jest trudno. To przede wszystkim ono potrzebuje czuć się bezpiecznie, troski, zainteresowania, pomocy w przejściu najłagodniej jak się da tego trudnego etapu. Deprywacja snu w nocy wpływa na funkcjonowanie w ciągu dnia - ja nie próbuję pogodzić wszystkiego i być bohaterem w swoim domu - dostosowuje się do codzienności mojego dziecka i odpoczywam razem z nim - śpiąc, czytając, przeglądając internety.
Jeśli chodzi o sam rytuał snu - to nie ma sensu robić niczego na siłę - dziecko protestuje, wy się denerwujecie - nie jest to nikomu potrzebne. Ja sugeruję obserwować, czekać, robić próby, jednak rezygnować, gdy napotykacie na opór i jawny bunt. Proponuję również zaparzyć meliskę, kupić dobrą, pachnącą, mieloną kawę, każdego dnia zrobić coś przyjemnego tylko dla siebie. I przede wszystkim uzbroić się w cierpliwość, skierować myśli na tor - to kiedyś minie

A Wy przed, po czy w trakcie?


wtorek, 24 października 2017

My Fall Bucket List - jesienna lista

Jesień pełną parą moi drodzy. Po tej pięknej, ciepłej, letniej, złotej polskiej jesieni zostało tylko wspomnienie. Obecnie za oknem leje deszcz, wieje zimny, porywisty wiatr, drzewa niemal całkowicie pozbawione są liści. Wcześniej było bajecznie, kolorowo, klimatycznie i urokliwie, teraz natomiast wieje grozą. Jesień to okres gdy dopadać nas może zmęczenie, spadek motywacji, problemy z koncentracją, przygnębienie, obniżenie nastroju, wzmożona senność, nicmisięniechcizm. Warto jednak nie dawać się nie sprzyjającej aurze i codziennie czerpać radość z życia. Dla zwiększenia motywacji własnej stworzyłam listę rzeczy, które chciałabym zrobić jesienią - sama i z rodziną. Część punktów już odhaczona :D


Jesienna lista 

1. spróbować nowego przepisu na zupę
2. upiec szarlotkę
3. zrobić dyniowe placki
4. ugotować zupę krem z dyni
5. zrobić puree dyniowe
6. iść z rodziną do zoo 
7. zrobić jesienną sesję zdjęciową
8. kupić planszówkę i zacząć planszówkowe niedziele
9. napić się jabłkowego cydru
10. zacząć czytać kryminały Nesbo
11. wprowadzić wieczorny rytuał picia kakao
12. iść z rodziną na spacer do lasu
13. zwiedzić z chłopakami polskie miasto
14. spędzić dzień w pidżamach
15.zrobić porządek w szafie z ubraniami
16. wziąć kąpiel w wannie pełnej piany
17. kupić świece zapachowe
18. kupić tematyczne skarpety
19. zrobić jesienne zakupy odzieżowe
20. zrobić zdjęcie w trakcie rzucania liśćmi
21. skakać w liściowych kopcach
22. iść na basen
23. zapisać się na siłownie
24. iść na koncert
25. długie jesienne spacery
26. wywołać wakacyjne zdjęcia
27. odwiedzić groby bliskich
28. wkręcić się w nowy serial
29. zapisać się na studia, kursy i szkolenia zawodowe
30. założyć dziennik ''jestem wdzięczna za..."



Za rok lista będzie fajniejsza! Planuję wzbogacić ją o takie punkty jak:

- odwiedzić farmę dyń
- zorganizować imprezę halloweenową
- piękne przyozdobić mieszkanie
- wybrać się na piknik
- wybrać się na rodzinną przejażdżkę rowerową
- zrobić szalik na drutach


A Wy robicie takie listy? Jak sobie umilacie jesienne dni?




czwartek, 12 października 2017

O co chodzi TYM MEDYKOM?

Miałam pozostać obojętna i nie zabierać głosu w dyskusji, która dotyczy mnie i mojej rodziny w sposób bezpośredni.

Moja osoba jest silnie związana ze służbą zdrowia. Mój mąż jest lekarzem rezydentem robiącym specjalizację z ortopedii i traumatologii narządu ruchu. Moja siostra jest w trakcie specjalizacji z radiologii. Moja mama jest pielęgniarką pediatryczną. Moja przyjaciółka jest fizjoterapeutką pracującą z dziećmi. Ja sama jestem psychologiem, pracującym w ZOL'u. 
Jednak obserwując i czytając wypowiedzi ludzi - również z mojego najbliższego otoczenia - co mogłoby wskazywać, że mają jakiś zarys problemu - doszłam do wniosku, że nie mogę pozostać bierna. Stwierdziłam, że te wszystkie kłamstwa, zarzuty w stosunku do lekarzy rezydentów i zawodów medycznych, oraz zniekształcenia rzeczywistości wynikają z niewiedzy - na prawdę bardzo chciałabym się nie mylić. 

Kilka miesięcy temu miałam okazję na własnej skórze doświadczyć tego, jak bardzo pacjenci w polskich szpitalach są zaniedbywani. Jako osoba po poronieniu nie otrzymałam ŻADNEGO wsparcia ze strony psychologa, z jednej przyczyny - psychologa po prostu nie ma. I nie jest to wina szpitala, w którym się znalazłam - bo problem dotyczy wielu placówek w kraju - to jest wina systemu. I właśnie dzisiaj, to z tym chorym systemem walczą młodzi lekarze. Uważasz, że człowiek w kryzysie psychicznym powinien być zdany tylko na siebie? Uważasz, że depresja wynikająca ze straty dziecka bierze się z kosmosu? Uważasz, że interwencja psychologiczna jest zbędna? Czego Ty byś oczekiwał/a gdyby przyszło Ci się z tym zmierzyć? 

Pracownicy zawodów medycznych od około dwóch lat próbują prowadzić dialog z przedstawicielami rządu na temat poprawy warunków w ochronie zdrowia. Nie -  jak to obecnie próbuje przedstawić rząd - jedynie o podwyżkę swoich pensji. Nie będę przytaczać wszystkich postulatów, ale głównym z nich jest zwiększenie finansowania ochrony zdrowia do 6,8 % PKB - czyli do poziomu jaki obecnie WHO uważa za niezbędne minimum do prawidłowego jej funkcjonowania. Co to znaczy? Znaczy to nie mniej ni więcej jak to, żeby pieniędzy na zapewnienie obywatelom Polski świadczeń medycznych było więcej. Pieniądze te nie są wykorzystywane jedynie na wynagrodzenia dla lekarzy, pielęgniarek, ratowników medycznych, fizjoterapeutów, analityków medycznych, psychologów, logopedów, dietetyków itd. Są one potrzebne na sprzęt, na leki, na wyposażenie ''hotelowe'' szpitali (pościel, jedzenie, środki higieniczne, środki czystości itd) więc na to, co potrzebne każdemu pacjentowi. 

Jeśli nie popierasz protestu medyków to czy masz świadomość, że uderza to głównie w Ciebie - jako pacjenta?

Tyle się słyszy wokół negatywnych opinii - że jedzenie nie przypomina jedzenia, tylko rzygowiny, że kołdra jest dziurawa, że brakuje środków czystości, a porodówka wygląda jak z filmu Hitchcocka. Myślisz, że medycy są zachwyceni z warunków swojej pracy? Myślisz, że oni nie chcą poprawy jakości wykonywania swoich usług, do czego niezbędny jest  m.in specjalistyczny, nowoczesny sprzęt? Ba! co tu mówić o sprzęcie czy niezbędnym instrumentarium na bloku operacyjnym, skoro w ubikacji brakuje papieru toaletowego, ręcznika papierowego ,mydła - nie, to nie jest żart. W wielu szpitalach bardzo ciężko o te podstawowe rzeczy. 

Ale skoro lekarze strajkują to prawdopodobnie chodzi im tylko o napełnienie swojej własnej kieszeni - ale zaraz! czy ktoś widział biednego lekarza? czego w ogóle oni chcą ? Mało im?! No mało. Czy zadałeś sobie tyle trudu by dowiedzieć się jakie wynagrodzenie dostaje lekarz rezydent? Jest to informacja podana do opinii publicznej - 3170 zł BRUTTO co daje miesięczne wynagrodzenie '' do ręki'' 2275 zł. Po odliczeniu obowiązkowych składek na OIL (OKRĘGOWA IZBA LEKARSKA) zostaje 2215 zł Przelew na taką kwotę dostaje co miesiąc mój mąż, więc wiem o czym mówię. Dużo? Mało? Za ratowanie ludzkiego życia?
Ale przecież może dorobić! Na dyżurach! - krzyczą. Jakby te nocne dyżurowanie to był taki rarytas. Ktoś kto pracuje na nocne zmiany, wie z czym to się wiąże - z rozregulowaniem organizmu, nieprzespanymi nocami (nie, lekarz na dyżurze nie śpi pod świeżą, pachnącą pierzynką - co nie znaczy też, że NIGDY nie odpoczywa), ogromnym stresem - zwłaszcza dla młodego lekarza, który nie zapominajmy - wciąż swojego zawodu się uczy. Dorobić może każdy - jest to jedynie kwestia wyboru - czy się chce, czy nie. Więc wytaczanie argumentu, że z dyżurów ma takie kokosy jest bezpodstawne - jakie to kokosy pytam? Za pracę od 8.00 do 8.00 wynagrodzenie rzędu 300-400 zł to są jaja, a nie żadne kokosy.  

Lekarz - pff - wiedział co go czeka - wybierając medycynę. Że co niby wiedział? Że nie będzie miał możliwości podania pacjentowi niezbędnego leku, bo szpitala na niego nie stać? To miał porzucić marzenia o zostaniu lekarzem, bo jedynie w naszym chorym kraju lekarzom, osobom ratującym nasze zdrowie i życie rzuca się ochłapy, a nie solidne wynagrodzenie, adekwatne do jego umiejętności, zdolności i wiedzy? Każdy -  lepiej lub gorzej - obetnie sobie grzywkę, każdy zapakuje kurczaka do pudełka, każdy pomaluje sobie pokój - ale nie każdy podłączy kroplówkę, odbierze poród, dobierze odpowiednie leczenie, zrobi zastrzyk czy w końcu rozetnie rękę, nogę czy brzuch aby wyleczyć chorego.

Nie da się porównać między sobą wykonywanych zawodów - z jednej prostej przyczyny - praca lekarza jest nie tylko pracą stresującą, obciążającą fizycznie i psychicznie, ale przede wszystkim w rękach lekarza jest zdrowie i życie ludzi - o odpowiedzialność się tutaj rozchodzi. Czemu pilot samolotu zarabia tysiące? Bo on ma w swoich rękach los wielu ludzi, jest za nich odpowiedzialny. Dostaje płacę adekwatną do wykonywanej pracy. Gdy płytkarz popełni błąd w sztuce - płytki będą krzywe, gdy pani w fastfoodzie złoży krzywo bułkę - konsument ubrudzi się musztardą, gdy lekarz popełni błąd - na który notabene w opinii publicznej miejsca nie ma - odbiera zdrowie, w najgorszym wypadku zabija Ci matkę, żonę czy dziecko. Czy teraz rozumiesz sedno problemu? 

Jestem żoną lekarza. Mniej więcej wiedziałam czego mogę się spodziewać - mąż w pracy, ja w domu wychowująca naszego syna. Jednak nie wiedziałam, że by żyć nie martwiąc się czy będę miała za co opłacić rachunki i co wsadzić do gara - czyli ŻYĆ po prostu - nie będzie widział jak nasz syn stawia pierwsze kroki, mówi pierwsze słowa, w domu będzie gościem. Nie byłam gotowa na to, że niemal każde święta będziemy spędzać oddzielnie, że kilka nocy w miesiącu będę przytulać poduszkę, a nie męża. Będąc żoną lekarza widzę jak wiele tracimy, bo pracuje do 15:30, ale w domu jest o 18:30  bo przecież przedłużyła się operacja. Widzę jakie ponosimy tego konsekwencje każdego dnia, ale widzę również mojego męża, który kocha to co robi. Który do swojej pracy podchodzi z ideałami, pasją i z ciągłą potrzebą dokształcania się. I co zrobić w takiej sytuacji - poddać się czy walczyć? 


W szpitalach brakuje lekarzy do obstawienia dyżurów medycznych. Niedobory kadrowe i niskie pensje zmuszają młodych lekarzy do wykonywania pracy ponad ich siły i możliwości. Jest to jedynie zarys problemu. Mam nadzieję, że rząd zrozumie, że zdrowie i życie jednostki jest najważniejsze do prawidłowego funkcjonowania państwa i nie dopuści do eskalacji protestu, który realnie może zakończyć się strajkiem generalnym WSZYSTKICH zawodów medycznych, co dopiero wtedy pokaże społeczeństwu jak ważne jest prawidłowe funkcjonowanie ochrony zdrowia.


Niżej przytaczam postulaty rezydentów:


1. Zwiększenie nakładów na ochronę zdrowia do poziomu europejskiego nie niższego niż 6,8% PKB w przeciągu trzech lat.
2. Likwidację kolejek.
3. Rozwiązanie problemu braku personelu medycznego.
4. Likwidację biurokracji w ochronie zdrowia.
5. Poprawę warunków pracy i płacy w ochronie zdrowia.



POPIERAM PROTEST GŁODOWY MEDYKÓW.
A TY!?

niedziela, 8 października 2017

Zdrowe produkty w mojej diecie - szybki przegląd.

Kiedyś - mówiąc kiedyś na myśli mam lata studiów - w mojej kuchni głównymi produktami były gotowe sosy w słoikach, dania w proszku, zupki chińskie. W zamrażarce zawsze była pizza Ryga, frytki i paluszki rybne.  Dieta fatalna, najgorsza z możliwych. Obiady głównie jadałam w bufecie szkolnym - do dzisiaj wspominam pierś z kurczaka po szwajcarsku z uśmiechem na ustach, albo ''na mieście''. Krótko mówiąc odżywiałam się źle, co zaprocentowało nadwagą - właśnie w tamtym momencie mojego życia powstał blog. Ci co są ze mną od początku na pewno pamiętają te czasy - jednak na dniach robiąc podsumowanie września - wiem, że mamy październik, ale uwierzcie mi czas matki płynie i liczony jest inaczej ;D - przypomnę to wszystko.

Małymi krokami zmieniałam swoje nawyki żywieniowe. Nie było łatwo - z pewnymi przyzwyczajeniami do dzisiaj radzę sobie lepiej lub gorzej. Z naciskiem na gorzej - zwłaszcza jesienią :( Wciąż też uczę się swojego organizmu i próbuję wybrać to, co jest dla mnie najlepsze. Nie jestem dietetykiem - psychodietetyk to ktoś zupełnie inny. Nie jestem trenerem personalnym - choć zaprzyjaźniona z aktywnością fizyczną jestem od szkoły podstawowej. Jestem zwykłą dziewczyną, która wszystkiego próbuje na sobie i chce dzielić się z Wami swoim doświadczeniem. 

W chwili obecnej w mojej szafce są takie egzotyczne nazwy jak quinoa, ziarna amarantusa, musy i oleje kokosowe. Jednak dobierając produkty do mojej diety nie kieruję się modą, a wiedzą. Po co mi szałwia (nasiona chia) skoro nasze siemię lniane ma podobne, jak nie te same właściwości odżywcze, a jest dużo tańsze. Wiem, że nie wygląda zbyt zjawiskowo na zdjęciach - ale przecież to nie o to tutaj chodzi. 

Porobiłam zdjęcia tego, co obecnie jest głównymi produktami w mojej diecie - bo często o to pytacie - co jem.  Poszczególne produkty są głównymi składnikami placków - wiem, że kefir, maślanka czy ser biały są zdrowe, są dobrym źródłem wapnia, jednak solo mi nie idą. Przemycam je zatem w innej formie ;)

Z diety wyrzuciłam przetworzone, gotowe produkty - typu pizza, pierogi, hamburgery, krokiety itp, cukier biały, dania w proszku, ograniczam żywność puszkowaną - zarówno ryby jak i warzywa, słodkie soki, napoje gazowane, chipsy - choć okazjonalnie przy spotkaniach towarzyskich wciąż je jadam, ograniczam pieczywo w ogóle.  Popełniam jeszcze kilka błędów dietetycznych, ale staram się je korygować. Wiem, że na redukcji powinnam się bardziej pilnować, by efekty były lepsze i szybsze, jednak w praktyce wychodzi to różnie - nie da się zmienić wszystkich nawyków jednocześnie.


Jak na królową placków przystało - mąka i to nie jedna. Oprócz zwykłej tradycyjnej mąki pszennej używam mąki orkiszowej, mąki jaglanej, mąki ryżowej, mąki owsianej, a także czasami kokosowej. Lubię różnorodność. Mąki te można zrobić samemu w domu, po zmieleniu kasz. 


Kokosowa faza. Na mlekach roślinnych (czytajcie składy!) przygotowuje płatki owsiane - zarówno dla siebie jak i dla Jana. Wody kokosowej nie piję systematycznie, jedynie w dni intensywnego wysiłku. Mleko kokosowe wykorzystuje głównie do przygotowania płatków i do zup kremów. Olej kokosowy do smażenia - ale nie codziennie.
Mleka roślinne możemy również przygotować samodzielnie w domu - niedługo pokażę jak zrobić mleko kokosowe i ryżowe.


Amarantus ekspandowany jest doskonałym źródłem żelaza, magnezu i błonnika - u nas składnik placków, płatków śniadaniowych, dodaję również do jogurtu.
Jagły jak wyżej.
Komosy ryżowej używamy do dań mięsnych ,warzywnych jako zamiennik kasz, makaronów czy ziemniaków.


Ostropest i błonnik witalny to nowość u nas w domu, więc póki co nic więcej nie napiszę.
Zielony jęczmień - składnik zielonych koktajli.


Kasze i płatki  jadamy bardzo często, w zasadzie codziennie. Oczywiście poza tymi na zdjęciu jadamy kaszę gryczaną - dla Jana biała niepalona. Chłopiec nie przepada za ''suchą'' formą, ale zawsze zjada w sosie np. pomidorowym.
Pamiętajcie o spożywaniu odpowiedniej ilości wody.


Nie używam szałwii, wykorzystuję w kuchni siemię lniane. Aby zwiększyć przyswajalność najlepiej jest mielić pestki w młynku. Forma zmielona, gotowa w sklepie - jest odtłuszczona.


Orzechy i pestki. Składniki każdego mussli, śniadań, placków i kolacji. Dodajemy wszędzie gdzie się da. Pestki wpływają korzystnie na układ nerwowy.


W naszej kuchni nie ma białego cukru. Od lat nie słodzę herbaty czy kawy, do wypieków używamy cukru trzcinowego albo ksylitolu. Bardzo lubię syrop klonowy.


Ponadto w kuchni są ZAWSZE:

- jajka - duuużo jajek ;)
- jogurt naturalny Bakoma 
- mleko krowie - głównie  do kawy 
- maślanka, kefir - do placków
- ser biały półtłusty - do placków
- passata pomidorowa
- masło orzechowe
- kiszonki - ogórki, kapusta
- makarony - głównie pełnoziarniste, z mąki durum
- oliwa z oliwek, olej rzepakowy, olej lniany
- świeże owoce i warzywa
- mrożone warzywa
- miód 
- mięso 
- ryby - głównie łosoś i dorsz
- ser zółty
- warzywa strączkowe - czerwona fasola, fasolka szparagowa, cieciorka

Mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałam ;)